Cóż… Jak patrzę na miniony rok to wychodzą też gorsze rzeczy. Straciłem kontakt z PLD.
Co prawda ciągle używam w kilku miejscach i jeszcze zapewne długo będę używać, to jednak - ilość używanych przeze mnie PLD się zmniejsza. Zarówno procentowo jak i ilościowo. Ilość czasu poświęconego na rozwój również mi spadła - prawie do zera.
Dlaczego? Cóż - brzmi to jak zdrada, ale… Debian to też dobra dystrybucja. Co prawda co rusz to napotykam się na rzeczy które w PLD są zrobione dużo lepiej, w wielu miejscach wychodzą na jaw ogromne braki, ale… ich załatanie lub obejście nie zajmuje zbyt wiele czasu. Boli konieczność tworzenia własnego repozytorium dla poprawek, brak niektórych narzędzi które w PLD miałem od ręki - ale - da się z tym żyć. A sporo rzeczy działa “od kopa”, gdzie w PLD wymagało by usiąść nad konfiguracją. I co prawda efekt w PLD byłby lepszy, to jednak wybieram to co zajmuje mi mniej czasu.
Ciągle uważam że PLD jest najlepszą konstrukcyjnie dystrybycją na rynku. Ale co z tego gdy rozwija ją garstka zapaleńców której kurczy się wolny czas? Branche w stylu Titanium z koleji nie pasują mi zbytnio z względów ideologicznych. Brakuje solidnego wsparcia z zewnątrz - developerów, sponsorów, kogoś kto by wymagał jakości… i za nią płacił.
Ja co prawda co jakiś czas gdzieś jakieś PLD wrzucę, to jednak - nie mam czasu się już nim zajmować. I przy dowolnych schodach wrzucam coś innego - czy to debian, czy też centos.
Ogólnie - na minus. Niestety konieczny.